"Zawieszenie broni" w Strefie Gazy. Tyle osób poniosło śmierć
"To tylko ofiary bezpośrednich ostrzałów i bombardowań. Nie wiemy, ile osób umiera od braku leków, choćby na choroby przewlekłe. Nasi lekarze mówią nam, że ich liczby można szacować w tysiącach" – komentuje Jakub Belina-Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej.
Obowiązujące od 10 października 2025 roku zawieszenie broni nie zażegnało kryzysu humanitarnego w Strefie Gazy. Co więcej, nie oznacza też zaprzestania ostrzałów i bombardowań: według Ministerstwa Zdrowia Strefy Gazy, w ciągu 10 miesięcy zginęło ponad 1300 Palestynek i Palestyńczyków. W palestyńskiej enklawie cały czas brakuje podstawowych leków, nie funkcjonuje ponad połowa punktów medycznych, a ewakuacje najbardziej potrzebujących pacjentów są regularnie zawieszane przez Izrael.
Dokładna liczba ofiar nie jest znana
– Kiedy mówimy o liczbie ofiar, musimy pamiętać, że to tylko ofiary bezpośrednich ostrzałów i bombardowań. Nie wiemy, ile osób umiera od braku leków, choćby na choroby przewlekłe. Nasi lekarze mówią nam, że ich liczby można szacować w tysiącach – komentuje Jakub Belina-Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej. – Wiemy też od nich, że leków na choroby sercowo-naczyniowe czy cukrzycę praktycznie na miejscu nie ma. To grozi śmiercią cierpiących na te schorzenia pacjentów. Braki są zresztą o wiele bardziej podstawowe: gdy nasi medycy muszą przepisać choremu antybiotyk, wybierają tylko nielicznych chorych, których stan jest najcięższy: dla wszystkich potrzebujących ich nie starczy. Na dodatek, zazwyczaj jest to antybiotyk, który niekoniecznie jest dobrze dopasowany do choroby, tylko ten jedyny, który jest akurat dostępny.
Kryzys humanitarny na miejscu ma jeszcze wiele innych wymiarów. Większość mieszkańców enklawy jest uchodźcami wewnętrznymi i nie mieszka w swoich domach: niemal 65 proc. terenu Strefy Gazy znajduje się za tzw. żółtą linią, która jest pod kontrolą Izraela. Sprawia to, że ponad 2 miliony ludzi stłoczonych jest na terenie zbliżonym do Bielska-Białej. Około milion z nich mieszka w namiotach, narażonych zarówno na skrajne temperatury przy upałach, jak i zalania przy deszczach.
Trudne warunki dla pacjentów
– Nasi medycy z kliniki leczenia ran często odwiedzają pacjentów w ich namiotach, bo ci nie mają siły dojść do szpitala. Mówią, że temperatura w środku namiotu potrafi dojść do 40 stopni. Przebywanie w niej na co dzień samo w sobie jest groźne dla życia i zdrowia. A problemem w namiotach jest także choćby dostęp do czystej wody – dodaje Ewa Piekarska-Dymus z Polskiej Misji Medycznej. – Cały czas mierzą się też z niedożywieniem pacjentów. Pamiętajmy, że gospodarka całkowicie się tam załamała. Ludzie nie mają za co kupować jedzenia, opierają się przede wszystkim na kuchniach społecznych, prowadzonych przez lokalne lub zagraniczne organizacje.
Mieszkańcy Strefy Gazy nie są w stanie jedzenia również produkować. Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa oraz Centrum Satelitarnego ONZ, 97 proc. pól uprawnych w enklawie zostało zniszczonych lub pozostaje niedostępnych dla Palestyńczyków.
Polska Misja Medyczna nie ustaje w swoich działaniach na rzecz ludności cywilnej w Strefie Gazy. We współpracy z lokalnym partnerem – organizacją GLIA – współfinansuje klinikę leczenia ran, która otwarta została 1 marca przy szpitalu Nasser. Szpital położony w Chan Junus pozostaje jednym z najważniejszych punktów medycznej pomocy w Strefie Gazy.